W końcu publikujemy galerię z naszej największej dotychczasowej wycieczki - wyprawy na Lofoty. Nasze pierwotne plany zakładały dotarcie do Przylądka Północnego, ostatniego fragmentu lądu na północy Norwegii, a zarazem Europy. Dotarliśmy "jedynie" na Lofoty, gdyż mieliśmy tylko 4 dni wolnego, a odległości, które pokonywalismy naprawdę nie były małe. Wyrobilibyśmy się, ale musielibyśmy skrócić nasz i tak esktremalnie krótki sen i przyśpieszyć poruszanie się po drogach, na których i tak łamaliśmy bardzo restrykcyjne ograniczenia prędkości. Nordkapp zostaje na przyszłość :)


Wracając do Lofotów, linki dot. tego miejsca wklejaliśmy już nie raz, ale dla przypomnienia robimy to ponownie: Lofoty w Wikipedii, Relacja z wyprawy na Lofoty, Relacja z wyprawy na Lofoty (#2), Relacje z wypraw na Lofoty (#3). To kilka odnośników, pod którymi możecie znaleźć inne relacje oraz informacje dot. tego archipelagu.


Na początek, jak zwykle, zobaczymy jak wyglądała nasza trasa na mapie. Standardowo, zielony znacznik to Balestrand, miejsce naszego pobytu, natomiast różowym oznaczyliśmy najdalej wysunięty na północ punkt, do którego udało nam się dojechać. Na lewo od tego "balonika" znajdują się właśnie Lofoty.



Niżej widzimy powiększenie tego miejsca, gdzie widać naszą drogę poprzez archipelag, aż do zachodniej części, z której wzieliśmy 3,5-godzinny prom do Bodo (czerwona linia). [Miasto Bodo można zobaczyć na żywo poprzez kamery internetowe TUTAJ oraz TUTAJ]. Dzięki temu zaoszczędziliśmy jakieś 700 km., nie musielismy bowiem wracać ponownie przez Lofoty na wschód (do różowego znacznika), aby udać się z powrotem na południe.



Czas na zdjęcia z naszej podróży. Kilkadziesiąt kilometrów od Balestrand:




Poniżej widać już początki naprawdę zapierającej dech w piersiach drogi, która uznawana jest za najpiękniejszą górską drogę w Norwegii. Zdjęcia zostały zrobione jakieś 80 km. od Balestrand. Żałujemy też, że nie mamy czasu na pokazanie zdjęć w oryginalnej jakości, gdyż mamy świadomość, że te zmniejszone wiele tracą. Pocieszający jest fakt, że nawet te oryginalnej wielkości w połowie nie oddają piękna niektórych widoków ;)











Lodowiec. Robi duże wrażenie na żywo. Nieskazitelny błękit, naprawdę porażający widok.




















To samo miejsce zimą:




To już znacznie niżej, końcowy fragment tej wspaniałej górskiej drogi:






 

Niespełna 5-godzinny sen w samochodzie, na jakimś małym parkingu dla samochodów kempingowych i jedziemy dalej :)


 


 


  


 


 


 


 


 

  
Koło podbiegunowe! Pierwszy raz na tak dalekiej północy :) Więcej o kole podbiegunowym przeczytacie TUTAJ oraz TUTAJ. Całkowite pustkowie i nagle znak informujący o tym gdzie się znajdujemy :) Wielki parking, na którym w drodze powrotnej widzieliśmy jakieś 200 samochodów kempingowych i jeden budynek, w którym znajduje się muzeum i na pewno cos jeszcze ;)

 


 


 


 

 

Jak widać, Polacy są wszędzie... co, z resztą, potwierdzi się później nie raz.


 

Dalej na północy, kolejna zmiana krajobrazów:


 


 


 


  


 


 


 


 

Kilkugodzinne oczekiwanie na prom, tuż na poludnie od wysp, które są naszym celem. Tutaj mamy kolejne świadectwo obecności Polaków. Ściany toalety popisane markerem, nie muszę chyba wspominać, że ozdbione samymi wybitnie "inteligentnymi" tekstami ;)

Warto przy tej okazji wspomnieć, że promy są swojego rodzaju przekleństwem, gdyż w wielu miejscach nie ma innej opcji przedostania się na drugą stronę fiordu, a częste podróżowanie tymi środkami transportu nie jest tanie. Nasza wycieczka trwała jakieś 3,5 dnia i wydaliśmy w tym czasie jakies 1200 koron (ok 570 PLN) na same promy. Fakt faktem, że przejechaliśmy w tym czasie ponad 3000 km, a więc mijaliśmy sporo takich "miejsc bez wyjścia" :)


 


 


 


 

Na promie:


 


 


 


 

Zmienia sie tu nieco krajobraz, zaczynają się wyłaniać ostrzejsze, spiczaste szczyty, kamienne, zdecydowanie potężniejsze ściany niż te, które obserwujemy np. u siebie, w Balestrand.


 


 

Jeden z pierwszych większych mostów, których na Lofotach mamy całą masę. Cztery główne wyspy połączone są właśnie takimi kolosami, z jednym wyjątkiem. Stanowi go podwodny tunel, który dostarcza ciekawych wrażeń, gdyż wjeżdżając w niego można dokładnie dostrzec miejsce, w którym droga chowa się pod wodę i wyjazd po drugiej stronie :)


 

 


 

Witamy na Lofotach... :) ... Lofotach, na które trafiliśmy w idealną, towarzyszącą nam praktycznie przez całą drogę pogodę. Jak sie za chwilę okaże, wszystko ma swój koniec :)


 


 


 

Kolejny prom:


 


 


 


 

Nocleg na Lofotach. Mały kemping, który poleciła nam właścicielka innego, zajętego miejsca tego typu. Miniaturowe, typowe dla takich kempingów, tanie domki :)


 


  

Następnego dnia obudziła nam nieziemska ulewa. Wszystkie wyspy zalała okrutna mgła, widoczność była po prostu tragiczna, co nam pomogło podjąć decyzję o porzuceniu wyprawy na Nordkapp. Na kempingu spotkaliśmy parę Holendrów, którzy mieli trochę więcej wolnego niż my i tak jak my wybierali się na Przylądek Północny. Potwierdzili jednak opowieści o tym, że (w dużym uproszczeniu ;), nic ciekawego tam nie ma i sami nie są pewni, czy warto się tam wybierać :) Dodatkowo płatny tunel na Nordkapp (200 koron w jedna stronę) i parę dodatkowych argumentów pomogło nam już zdecydowanie zrezygnować z wyprawy na prawdziwie daleką północ. Dzięki temu mogliśmy spędzić ten dzień na Lofotach... maksymalnie zachmurzonych Lofotach ;)


 


 


 


 


 


 


 


 


 


 


 


 


 


 


 


 


 


 


 


 


 


 


 

Niesamowita plaża.


 


 


 




 


 

Electric Blue Cafe :) Opuszczony budynek, za którym znajdują się charakterystyczne dla tego regionu stelarze służące do suszenia dorszy.


 


 


 


 


 



 



 



 



 



 



 



Niżej widać już Bodo. W oczekiwaniu na prom do tego miasta (czerwona linia na mapie) poszliśmy do przybrzeżnej knajpy, w której ekspedientką była... Polka.



A to gdzieś dalej, miejsce napotkane w drodze powrotnej. Jakieś muzeum i tama, do której nie dało sie bliżej podejść:




Na koniec troche fotek z Trondheim, w którym zatrzymaliśmy się na kilka godzin właśnie podczas drogi powrotnej:







Poniżej zdjęcie ostatniego promu, jakieś 10 km od Balestrand i hotelu, którego miniaturkę widać dokładnie za tym statkiem:



Dziekujemy wszystkim, którzy zdołali obejrzeć cały ten wpis. Głównie z uwagi na ograniczenia czasowe opublikowaliśmy tylko głównie losowo wybrane zdjęcia z aparatu Karola. Zostało jeszcze ponad 800 zdjęć z tej wycieczki i setki innych z poprzednich.

Name:

Komentarze: