Ten wpis poświęcamy relacji z objazdowej, 1000-kilometrowej wycieczki, na którą wybraliśmy się z mamą Kasi, która przyjechała nas odwiedzić i przy okazji odpocząć od warszawskiego zgiełku :)

Tym razem głównymi atrakcjami była wysokogórska kolej Flåmsbana (czyt. Flomsbana) oraz klif Preikestolen. Zdjęcia z tych miejsc i wielu innych znajdujących się po drodze atrakcji znajdziecie poniżej.


Na początek mapka, a na niej nasza trasa:

Punkt J to miejsce, z którego ruszyliśmy. Punkt B to Flåmsbana, C - Bergen. Preikestolen oznaczone jest balonikiem G. Droga powrotna prowadziła przez różne miejscowości, przez punkty H oraz I (wodospad Vøringsfossen, który odwiedziliśmy wcześniej w tym roku), aż do J - Ål, czyli miejsca naszego pobytu.



Mniejszy zoom (widok na tą część Europy):



Jeśli chcecie obejrzeć te okolice w innych powiększeniach i przede wszystkim wyraźniej, kliknijcie tutaj, aby otworzyć mapę. Klikając na 'Satelita' (prawy górny róg mapy) można oglądać mapę zrobioną ze zdjęć satelitarnych, a więc obraz rzeczywisty). 


Galerię zaczynamy jak zwykle spokojnie. Początek wycieczki, pierwsze widoki kilkadziesiąt kilometrów od miejsca naszego pobytu, miasteczka Ål. Niezbyt sprzyjająca pogoda, ale również taka aura dostarczyła pięknych widoków:








Zdjęcia z czegoś w rodzaju skansenu, na który wtargnęliśmy nie wiedząc, że za tą przyjemność się płaci ;) W każdym razie, fotki zdążyliśmy zrobić:













Kilka godzin później z okolic widocznego w oddali promu ruszyliśmy pociągiem w te otulone chmurami góry, na wysokość prawie 900 m.n.p.m. 





Okolice peronu Flåmsbana. Zagłębie turystyczne w bezpośrednim sąsiedztwie fiordu:















Idealnie przejrzysta i błękitna woda. Żeby tylko nikomu nie przyszło do głowy zarzucić wędkę ;)








Na miejscu znajduje się dużo przeróżnych knajpek i sklepików, jak np. ta poniżej, skomponowana z zabytkowymi wagonami kolejki Flåm:





No i jedziemy ;) Zdjęcia z kolejki Flåmsbana. Możecie ją również zobaczyć w krótkim filmiku w serwisie Onet Podróże (tutaj). Oficjalna strona kolejki znajduje się tutaj. To jedynie 20,2 km w jedną stronę, ale trasa jest naprawdę niesamowita.  Budowana od 1923 aż do 1947 roku. 18 z 20 tuneli kopnaych ręcznie (!). Ostatnia  stacja, Myrdal położona jest na wysokości 866 m.n.p.m., a Flåm, miejsce, z którego ruszaliśmy to oczywiście poziom morza (bezpośrdnie sąsiedztwo fiordu). Największe nachylenie to 1:18, co plasuje tą kolej na trzecim miejscu jeśli chodzi o nachylenie torów. Wiem, że nie jest to Kolej Tynetańska z 80% trasy na wysokości powyżej 4000 m.n.p.m., ale gwarantuję, że i ta norweska atrakcja robi wrażenie :)






t







Niżej widać tunele, którymi przepychaliśmy się nad tymi przepaściami:


Po drodze zatrzymaliśmy się nad wodospadem, nad którym pociąg stał "zawieszony" parę minut. Po chwili rozległa się ludowa muzyka i w oddali zaczęła tańczyć jakaś nimfa, rusałka, czy Bóg jeden wie co ;) Trochę tandetna atrakcja, ale turyści w przedziałach wiekowych 0-5 oraz 70-100 byli zachwyceni ;)











Po chwili od wyjazdu z Flåm stanęliśmy w korku przed zamkniętym tunelem. Uzbierało sie w nim za dużo gazów i po raz kolejny musieliśmy czekać. Wcześniej zamknięto drogę z powodu osuwających się kamieni. To oczywiście nic oryginalnego, opóźnienia spowodowane tego typu "atrakcjami" trzeba wkalkulować w czas podróży.


Nocleg w Bergen, mieście, z którego większą galerię możecie zobaczyć oglądając nasze wpisy z zeszłego roku (link znajduje się w kolumnie po prawej stronie).





Kolejny dzień. Pierwszy prom. Później czekać nas będą jeszcze 3. Dość drogi środek transportu, ale nie ma wyjścia :) Po drodze mieliśmy kilka razy inną możliwość przemieszczania się między wyspami. Były to tunele do głębokości ok. 270 m.p.p.m.! 4km w dół i 4km w górę pieknymi tunelami. Naprawdę spora frajda :)




Miniarturka naszego przewoźnika:






Sandnes:



Dalej w drogę:




 

W końcu dojechaliśmy do Preikestolen - klifu o wysokości 604 m, położonego nad Lysefjordem. Samochód zostawiamy na parkingu i ruszamy w górę. 3,8-kilometrowa przeprawa przez kamienne szlaki, miejscami naprawdę ekstremalne wejścia mokrymi przełęczami, coś niesamowitego.



Widok na parking. Zaledwie kilka minut drogi. Sam początek.




















 

Co chwila padalo, czasami zmuszeni nawet bylismy zatrzymywac sie i stac jakis czas w grupie pod parasolka, bo nie dalo sie wchodzic w takich warunkach.




 

Niedaleko celu, bardzo wysoko w gorach bylismy swiadkami akcji ratunkowej. Helikopter wiszac nad przepascia ratowal jakiegos nieszczesnego, prawdopodobnie polamanego podroznika.










































 

Z powrotem na dół:






 

Dalej w drogę. Trzeci dzień wyprawy - droga do Eidfjord:










 

Eidfjord:



 

Vøringsfossen - wodospad, nad którym byliśmy już wcześniej. Więcej zdjęć znajdziecie w jednym z wcześniejszych wpisów.




 

I na koniec Ål, miasteczko, w którym będziemy jeszcze niecałe 2 tygodnie :)

Name:

Komentarze: